bacalarte

centrum kultury

Warstwy i substraty

2020-NCK_dofinans_kulturawsieci-neg

Warstwy i substraty

TEKST KURATORSKI:

O SOBOWTÓRZE, DANSE MACABRE I GRACH SEMANTYCZNYCH: KILKA KROPLI ZE ŚWIATA EDUARDO LARA

Sobowtór, który istnieje w nas lub poza nami. Eduardo wdziera się do duszy za pomocą technik, które przypominają nam klasyków renesansu i baroku (których często postrzegamy jako fundament naszej historii) i które ostatecznie – w swojej istocie i całościowej kompozycji – prowadzą nas do współczesnych pełnych sekretów i samotności płócien Hoppera.

Jesteśmy jednością, czy też potrzebujemy swojego – prawdziwego lub wyimaginowanego – sobowtóra? To pytanie stawiają przed nami prace Lary. Tak jak i stawia je przed nami pełne sporów i dylematów życie. A może chodzi o różne jaźnie zamieszkujące nasze własne ja? Jak lustro, które nie pokazuje nam nie naszego odbicia, ale to, co jesteśmy gotowi poznać i przyswoić.

Doopplegangerzy, którzy mówią nam o pęknięciach, zagięciach duszy czy też tożsamości. Odkrywanie samego siebie poprzez przeciwieństwo, spojrzenie z drugiej strony. Próba odwagi nie dla wszystkich odbiorców. Ukrycie jako to, co odkrywa, dowodzi, krzyczy w swoim nieistnieniu, stając się coraz silniejsze, potężniejsze, bardziej obecne. Właśnie przez to, że nie jest na widoku. Oczy, które oszukują. Widok, który się gubi. Próba wyciągnięcia wniosków bez osiągnięcia ostatecznego rozwiązania. Konfrontacja z istotą człowieczeństwa.

Z drugiej strony, pytania i wątpliwości mogą mieć również swoje korzenie językowe, semantyczne, symboliczne. W grafikach Eduardo Lary znajdujemy tropy, które nas próbują zmylić lub właściwie z nas kpią. Znajdujemy znaki, które niby rozpoznajemy, ale których nie da się rozszyfrować. Pozory, które przypominają nam to, na co wyglądają dają nam poczucie prawdziwości. Ilustracje z pozoru naukowe, czyli – zgodnie z naszymi wyobrażeniami – zasługujące na najwyższy szacunek, na niewzruszoną wiarę i niepodlegające wątpliwościom. Pomimo ich nieczytelności, my i tak uparcie poddajemy je klinicznej analizie, śledzimy każdą linię i każdy symbol. Składamy je i rozkładamy, jakbyśmy chcieli rozszyfrować hieroglif. Jest to gra, do której zaprasza nas Eduardo. Zadanie. Niemożliwe do wykonania.

Tak wiele rzeczy zostało już napisanych i zobrazowanych. Są one prawdziwe. A jednak nigdy ich nie zrozumiemy i nie zbadamy. To lekcja naszego poznania. Lub jego braku.

Danse macabre. Taniec ślepych szkieletów. Aż do końca. Bo jest to koniec, coś nieuniknionego. To jedyna gwarancja, jaką mamy. Jedyna pewność. Dla wszystkich. Finis gloriae mundis. Wieczny motyw, który nadaje nam sens, ponieważ odbiera nam wszystko. Ironiczne przymrużenie oka, które Eduardo Lara kieruje do niemieckiego renesansowego Holbeina to równocześnie skok jakościowy. Zaskakuje nas swoją wesołą, niemalże pozbawioną szacunku atmosferą, przypominając jednocześnie, kim jesteśmy i gdzie nieuchronnie skończymy. Widziane w ten sposób sarkazm i absurd z pewnością stają się logiczne. A nawet poważne. Powiem więcej: są wręcz rozsądne.

Ale nie wszyscy jesteśmy na to gotowi. Właściwie nikt z nas nie jest. Chociaż są tacy, jak Eduardo, którzy widzą to jasno i się z tego cieszą. Oszczędnie, z optymizmem, spokojem tych, którzy wiedzą, co ma nadejść. Tacy jak on, zakasują rękawy i – ryjąc w drewnie, dopieszczając, malując i oswajając to, co nieuchronne – projektują trumnę. Tworząc z niej dzieło sztuki. W sumie, jeżeli największym osiągnięciem dzieła sztuki jest trwanie w czasie, to czy można stworzyć lepszy przedmiot dla osiągnięcia tego celu?

Dzieło Eduardo opowiada nam o nas samych, o ludziach i historii ludzkości. Borgesowska historia nikczemności lub wszechświat pełen wspaniałych momentów Zweiga. Dlaczego więc nie wrócić do historii, wyciągnąć z niej nauczkę? Jego twórczość ukazuje nam refleksję na temat tożsamości, wielości wymiarów, oszustw, żartów, znaczeń i nonsensów. Samo życie.

Wkroczyć do artystycznego uniwersum Eduardo Lary, to zagłębiać różne światy. Jednak nie oznacza to – pomimo ogromnych na pierwszy rzut oka różnic – wkraczania do obcych sobie wszechświatów, ale raczej wszechświatów równoległych, które się stykają się ze sobą, a nawet są jednością.

Kiedy z nim rozmawiałam, nalegałam na prezentację prac wykonanych różnymi technikami i prac o różnych formatach. Temat sobowtóra, czy właściwie doppelgangera, powtarza się i mógłby być motywem dużej wystawy. Podobnie Danse macabre. Także obiekty, albo ryciny, które za pomocą noża chirurgicznego kwestionują semantykę historii, naszych dni i naszej własnej percepcji. Ale mamy niedużą przestrzeń i artystę o tak wielu obliczach, że zamiast przedstawiać jedną (lub dwie) prace, zdecydowaliśmy się zaprezentować kilka. Pomimo ryzyka, że publiczność może pomyśleć, że to kilku autorów, a nie jeden. Taka jest również nasza intencja (nie bez pewnego porozumiewawczego uśmiechu). W każdym razie przyjrzyjcie się uważnie każdemu dziełu a zrozumiecie, że jest to tak naprawdę jedno dzieło, które mówi o duszy ludzkiej. Z każdej perspektywy. Pokazując jej blaski i cienie. Niech mówi o tym, o czym ostatecznie mówi sztuka, teraz i zawsze.

Inés R. Artola
Kuratorka

 

TEXTO CURATORIAL

SOBRE DOBLES, DANZAS MACABRAS Y JUEGOS SEMANTICOS: ALGUNAS GOTAS DEL UNIVERSO DE EDUARDO LARA


El doble que existe por dentro o por fuera de nosotros. Una incursión en el alma que realiza Eduardo con técnicas que nos remontan a los clásicos renacentistas y barrocos -el basamento de nuestra historia, o así se quiere ver- y que nos conducen, finalmente -en su esencia y composición global- a lienzos hopperianos rodeados de misterio y soledad.

Contemplamos y nos cuestionamos si somos uno o requerimos de nuestro doble -real o imaginario- como en las continuas disputas y dilemas en los que nos sitúa la propia vida. ¿O tal vez se trate de presencias que habitan en nuestro propio yo? Como un espejo en el que en lugar de ver lo reflejado, nos muestra un lado que no siempre estamos preparados a mirar, reconocer, asimilar.

Dobles que nos hablan de desdoblamientos, de repliegues, en el alma, en la identidad. Descubrirse a sí mismo a través del contrario, de lo opuesto, de la otra cara. Ejercicios de valentía no aptos para todos los públicos. El ocultamiento como aquello que descubre, evidencia, grita en su no ser convirtiéndolo más fuerte, más potente, más presente, precisamente por no estar a la vista. Los ojos que engañan, la mirada que se pierde, que trata de atar cabos sin lograr llegar a una conclusión definitiva. Un enfrentamiento con la esencia del ser humano.

Por otro lado, los cuestionamientos también pueden tener su raíz lingüística, semántica, simbólica y en el trabajo gráfico de Eduardo Lara, hallamos juegos que nos confunden -o que casi se burlan- con signos que creemos reconocer, pero nos son imposibles de descifrar. Con apariencias que nos dan la sensación de ser reales por parecer lo que parecen. Ilustraciones de apariencia científica -aquella que ha ocupado en nuestro imaginario colectivo todo un lugar de respeto, de creencia- y que, por tanto, nos negamos a cuestionar. Y, a pesar de ser indescifrables nos empeñamos en analizarlas, con ojo clínico, recorriendo cada línea y cada símbolo, atando y desatando como si fuéramos a desentrañar un jeroglífico. Ahí está el juego que Eduardo nos propone y que resulta finalmente una tarea imposible.

En realidad, muchas tantas otras cosas de la historia ya quedaron escritas e ilustradas, son reales, y aún así nunca llegaremos a comprenderlas ni a analizarlas. Una lección para nuestro entendimiento, o nuestra falta de él.

La danza macabra, para terminar. Porque es el fin, es lo inevitable. Es la única garantía que tenemos, la única certeza, para todos. Finis gloriae mundis. Un tema eterno que nos da sentido porque nos lo quita todo. Esqueletos que danzan ciegos… El guiño que Eduardo Lara hace al renacentista germánico Holbein, en un salto cuanlitativo -en tanto que trato irónico- nos sorprende en su atmósfera festiva, casi irreverente, al tiempo que nos recuerda quiénes somos y en dónde terminaremos inevitablemente. Visto así, ciertamente el sarcasmo y absurdo se tornan lógicos, incluso serios, es más: son verdaderamente sensatos.

Pero no todos estamos preparados para ello. En realidad, ninguno de nosotros lo está. Aunque hay algunos, como Eduardo, que lo tienen muy claro y disfruta -con la parsimonia, el optimismo, la tranquilidad del que sabe lo que vendrá- y se pone manos a la obra a diseñar un ataúd, a grabarlo, mimarlo, pintarlo, hacerlo suyo. Hacer de él una obra de arte. Así pensado, si el arte lo que persigue es permanecer en el tiempo, ¿qué mejor objeto para tal fin?

La obra de Eduardo, en definitiva, nos habla de muchas personas, de nosotros mismos, de la historia de la humanidad. Una historia infame borgiana o bien llena de momentos estelares, según Zweig. ¿Por qué no, entonces, revisarla, aprender de ella? Su obra nos muestra una reflexión sobre identidades, capas, engaños, bromas, sentidos y sinsentidos. La vida misma.

Entrar en el universo artístico de Eduardo Lara es entrar en diferentes universos. Sin embargo, no suponen -a pesar de sus enormes diferencias a primera vista- universos ajenos, sino más bien, paralelos, que se tocan, que son uno mismo.

Insistí al charlar con él en presentar obra de varios formatos, técnicas, procesos. El tema del doble es algo recurrente y bien podría conformar una exposición de dimensiones considerables. Igualmente, las danzas macabras. O los objetos. O los grabados que cuestionan con bisturí de cirujano la semántica de la historia, de nuestros días y de nuestra propia psicología de la percepción. Pero tenemos un espacio no grande y un artista con tantas facetas que, en lugar de presentar una (o dos) decidimos presentar varias, a pesar del riesgo que el público pensara que se trata de varios autores y no uno. Esa es también la intención, no sin cierta sonrisa cómplice. De todos modos, miren bien cada obra y comprenderán que es uno solo, que habla del alma humana desde todas sus perspectivas, desde sus luces y sus sombras. Que habla de aquello de lo que el arte en definitiva habla, ahora y siempre.

Inés R. Artola
curadora

Eduardo Lara

Studied painting and printmaking at the Faculty of Arts and Design of the National University of Mexico (UNAM). He has done both solo exhibitions as well as participated in several collective exhibitions in Mexico and around the world in countries such as Cuba, Lithuania, Poland, Slovakia & Czech Republic, just to mention a few.

 

   He has experience working with various media such as; Printmaking, Painting, Sculpting, Installation Art and Illustration for children’s books. He first arrived in the Czech Republic in 2003 due a collective exhibition entitled, “Nová Mexická Grafika”, joining young printmaking artists of his generation. He decided to return to Prague a year later to work on a personal project and subsequently decided to stay permanently.